Macie się czego bać, modlitwa wam już nie pomoże...
Ten wpis jest zupełnie spontaniczny, nigdy nie sądziłam że o tym napiszę. Lecz jest we mnie tyle żalu i wściekłości że muszę to z siebie wyrzucić bo czuję że tracę przez to zmysły i zaraz eksloduję. Pochodzę z małego miasta, i jakoś rok temu wróciłam do niego z Warszawy po bardzo bolesnych doświadczeniach. Przysięgam wam, że jest to najbardziej nietolerancyjne i prawicowe miasto jakie kiedykolwiek widziałam. Uciekłam stąd w wieku szesnastu lat do szkoły z internatem i zajęciami socjoterapeutycznymi które pomogły mi pokonać między innymi fobię społeczną oraz trochę ustabilizować moje ogólne samopoczucie. Wyrzucili mnie stamtąd po trzech latach, ale raczej nie będę o tym pisała, i przede wszystkim nie jest to temat mojego posta. Wracając do głównego tematu, nigdy nie czułam się bezpiecznie w moim rodzinnym mieście. Czułam zagrożenie ze strony tutejszego społeczeństwa. Pomijając to że nie czułam się w bezpiecznie nawet we własnym domu... Od czternastego roku życia zaczęłam farbować włosy na kolorowo, i to bardzo nie spodobało się tutejszym ludziom. Wyzywano mnie od kanalii, satanistek i kurew, tylko dlatego że miałam przykładowo niebieskie włosy. Nigdy nic złego nie zrobiłam tym ludziom. Do niedawna bałam się wyjść sama na wyszkowską ulicę w obawie o swoje bezpieczeństwo bo mam nietypowy styl, piercing oraz kilka tatuaży. Dalej zdarzają się nieprzyjemne teksty rzucane w moim kierunku kiedy po prostu spaceruję, wychodzę do sklepu po bułki itd Wiadomo, starsze Panie czasem się żegnają na mój widok albo kręcą głową z pogardą. Jednak dzisiaj coś się zmieniło, ponieważ teraz to one się boją wychodzić! Staram się nigdy nikomu źle nie życzyć ( nawet własnej matce która była... no cóż, powiedzmy że nie zasłużyła na miano matki), jednak dzisiaj czuję ogromną satysfakcję ponieważ kiedy widzę że ludzie stoją pod kościołem i pilnują bram aby nikt nie zniszczył kościoła przez to co robi kobietom, czuję ogromną satysfakcję. Spacerując z psem widzę nagle ludzi idących z transparentami, i pierwsze co przychodzi mi do głowy to "co jest kurwa?". W tym mieście nigdy nie było żadnego protestu lub marszu, ludzie byli obojętni, a teraz nagle zauważyli że to wszystko kłamstwo. To zapewnianie księży że kościół to miłość, to jeden wielki BULLSHIT, PIERDOLENIE O MARLENIE. Gdzie tu jest miłość? Pokażcie mi gdzie tu jest wspólnota i szacunek, bo albo coś jest ze mną nie tak że tego nie widzę, albo nie wiem co jeszcze. Ta ich miłość doprowadziła mojego najlepszego i jednocześnie jedynego przyjaciela do śmierci. Bo chociaż zdarzało się że nie rozmawialiśmy przez parę tygodni i mieszkaliśmy w różnych miastach bo on był w Warszawie, to nigdy nasze rozmowy po tym czasie nie były sztuczne. Wiedziałam że zawsze mogę na niego liczyć. Dlatego kiedy zmarł 19 września, pękło mi serce. Byłam w emocjonalnym zawieszeniu. Bardzo się angażował w sprawy LGBT+, prawa kobiet, i ogólną sytuację krajową. Bardzo się tym wszytskim przejmował i sobie z tym niestety nie radził. Nie był to oczywiście jedyny jego problem i powód dla którego zaczął zażywać twarde narkotyki takie jak heroina, ale i tak sytuacja krajowa bardzo przyczyniła się do jego śmierci. On walczył, po prostu walczył z niesprawiedliwością tej jebanej patologii jaką jest Polska. Walczył o trzeźwość i normalne życie, ale skończyło się tak jak się skończyło. Jest we mnie tyle nienawiści, że widząc te mohery modlące się o bezpieczeństwo kościoła, i tego księdza, miałam ochotę się na niego rzucić i przegryźć mu tętnicę. Albo chociażby wykrzyczeć mu żeby lepiej się schował do tego swojego kościółka, bo odmarzną mu jaja i nie będzie w stanie płodzić więcej dzieci. A on stoi i mi mówi "Jezu zmiłuj się nad nami", ja w myślach "Modlitwa ci już nie pomoże" itd. Nie dziwię się że się boją, narobili sobie wrogów i problemów. Wkurwili tyle kobiet i nie tylko, że tym razem ludzie się nie poddadzą. Rząd i kościół odebrał ludziom wolność, przyjaciół i prawa człowieka. Teraz obróci się to wszystko przeciwko nim, a ja bardzo się z tego cieszę. Odebrali mi przyjaciela, więc i ja im nie odpuszczę. Zakończę tego posta hasłem które ludzie krzyczeli na licznych protestach w ciągu ostatnich dni. "TRZEBA BYŁO NAS NIE WKURWIAĆ!". Oraz dodam od siebie "MACIE SIĘ CZEGO BAĆ".

Komentarze
Prześlij komentarz